środa, 19 czerwca 2013

Rozdział XV "Koniec Nas na zawsze"

- Tak, bardzo ją kocham- wtedy wyłączyłam telewizor, bo za wiele faktów jak dla mnie i mój telefon zaczął wibrować, był/a to.....
----------------------------
Była to Sara, ta suka pomyślałam gdy zobaczyłam jej imię na wyświetlaczu. Nawet nie wiem po co mam jej numer no ale... Nacisnęłam zieloną słuchawkę
- ojejku ale Bieber liże ci dupę- powiedziała śmiejąc się. Słyszałam jeszcze śmiechy innych dziewczyn, zapewne była z tymi plastikami.
- Nie liże tylko mnie kocha, a ciebie nikt nigdy nie pokocha, bo jesteś ostatnią zdzirą- powiedziałam delikatnie śmiejąc się do telefonu.
- Ohh, tak? To czemu Justin przychodzi do mnie się "odstresować"- powiedziała akcentując ostatnie zdanie. Nie wiedziałam co powiedzieć, głupio się poczułam.
- Ta uważaj bo Ci uwierzę- powiedziałam lekko przestraszona
- No to uwierz, jeśli nie jesteś pewna, Justin przyjedzie do mnie dzisiaj o 18.00- powiedziała śmiejąc się- więc możesz się sama o tym przekonać.
- nie skorzystam- powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Nie wiem co mam sobie myśleć, a jeśli Sara mówi prawdę, jeśli Justin naprawdę mnie zdradza. Takie myśli obijały się o moją głowę w tamtym momencie. Nie wiem co robić jest 17.30 więc niby za pół godziny u Sary ma być Bieber. Wyznał mi miłość przed milionami ludzi na antenie, a teraz dowiaduje się, ze rzekomo mnie zdradza z Sarą. Zdecydowałam się podejść pod jej dom. Jeśli okaże się, że Bieber zjawi się u niej to z nami koniec. Jeśli nie wybaczę mu. Niech stanie się to co się ma stać. Mówiłam sobie w myślach. Po dwudziestu minutach byłam pod domem Sary. Z tego co wiem to jej rodzice wyjechali na miesiąc za granice, więc sama gospodarowała domem.Wróćmy do rzeczywistości. 
Stoję właśnie pod domem Sary, za krzakami. Jest godzina 17.58 czyli Justin ma jeszcze dwie minuty. Wybiła 18, jeszcze go nie było 18,03, nic, 18.05 podjeżdża jego samochód. Serce waliło mi jak dzwon w kościele, a moja twarz była cała zalana łzami. Wyszedł ubrany na fioletowo, ze suprami na nogach i fullcap'em na głowie. Gdy Sara go zobaczyła, od razu wybiegła się z nim przywitać. Jak się przywitali ? no jak ? Kurwa przytulili się jak gdyby nigdy nic i Sara go namiętnie całowała. Myślałam o samobójstwie. Jak on mógł mi to zrobić. Cham jeden. Pomyślałam i wyszłam zza krzaków, a ci dalej się całowali. Podeszłam bliżej nich i powiedziałam.
- O hej gołąbeczki, szczęścia i wytrwałości Wam kochani życzę. - już odchodziłam, ale coś mnie jednak zatrzymało, musiałam coś powiedzieć- A i Bieber ja Ci nie dawałam tego co ona?Dziękuje skarbie za wszystko.- powiedziałam i poszłam, a Bieber stał i nie wiedział co powiedzieć, jak on śmiał, juz nigdy mu tego nie wybaczę, sukinsyn.
-  Kasia poczekaj- wydarł się głos z tyłu.
- Proszę !- powiedział Bieber 
- Ha i ty jeszcze masz czelność ?
- to nie tak jak myślisz skarbie-powiedział i płakał
- no to powiedz mi jak ? bo już sama nie wiem, a tak poza tym to wracaj do twojej suki, bo ci ucieknie i nici z seksu- odwróciłam się na pieńcie i poszłam dalej. Już mnie on nie obchodził, niech sobie robi co chce. Fakt bolało mnie to, ale jakoś uda mi się to przeżyć. Ja mam już wolną rękę, mogę robić to co mi się podoba. Koniec z nim i z wszystkimi wokół, może wyjadę na kilka dni do Polski ? Do sióstr ? Tak, tak będzie najlepiej. Nie chciałam patrzeć nawet w okno w moim pokoju. Wszystko by wróciło.
Weszłam do domu po tym ciężkim "spacerze". I od razu poszłam do mamy, o dziwo była w domu.
- Hej, mamo? 
- tak
- mam do ciebie pytanie - powiedziałam uśmiechając się najładniej jak potrafiłam, chodź moje serce było rozbite na milion kawałków z powodu jednej głupiej osoby.
- słucham
- Czy mogę pojechać na kilka dni do Polski, prosze - powiedziałam błagalnym głosem
- Jasnee, możesz, przecież masz tam siostry- powiedziała uśmiechając się- a kiedy chcesz jechać?
- Jutro - powiedziałam a ona tylko kiwnęła głową i powiedziała,że zamawia mi bilety, a ja mam się iść spakować. Zrobiłam to o co mnie prosiła. Gdy weszłam do pokoju w oknie siedział zapłakany Justin.
- Teraz to płacze, a jak to robił to nie myślał- powiedziałam sama do siebie po cichu, a Bieber chyba mnie zobaczył, bo usiadł bliżej okna i patrzył co robię. Ja gdyby nigdy nic wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. On gdy to zobaczył nie wiedział, co zrobić. Po chwili w pokoju już go nie było. Nie przejmowałam się tym. Wyszłam na balkon się zrelaksować. Wtedy drzwi od mojego pokoju się otworzyły w nich stanął Justin....
--------------------------------------
Przepraszam, że tak późnoo :D 

1 komentarz: