To co tam zobaczyłam sprawiło, że zemdlałam, a konkretnie zobaczyłam.......
-----------------------------------------------------
....Moją kochaną mamuśkę całującą się z kim? no z kim? Kurwa chciałabym, żeby to był sen, ale nie ja pierdole, ona całowała się z Jeremy'm. A kto to jest Jeremy ? Właśnie Jeremy to tata Jusa. Myślałam, że się zapadnę pod ziemie. Usłyszałam jak Justin, mama i zapewne Jeremy mnie budzą.
- Kasia, słyszysz ?- spytał szatyn. Jego głos bym wszędzie rozpoznała
- Tak, skarbie co się stało- powiedziałam
- Jakie kurwa znowu "skarbie"- zaczęła się drzeć mama i wtedy sobie wszystko przypomniałam. Szybko się podniosłam, spojrzałam na nich po kolei i powiedziałam
-Czy ja nigdy nie mogę być szczęśliwa?!- wykrzyczałam te słowa. Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Nie zwracałam uwagi na nic. Po chwili poczułam niesamowity ból i nic już nie pamiętałam....
Oczami Justina
Chciałem pobiec za nią, ale powstrzymał mnie tata
- Zostaw ją musi sobie to wszystko poukładać- powiedział
- Co kurwa poukładać ? To, że nie mogę być z nią szczęśliwy - krzyknąłem i usłyszałem jej głos "AŁAAA" zaczęła się drzeć i wtedy ten huk. Nie czekałem dużej tylko biegłem w tą stronę co przed chwilą ona.
-Kasia, Kasia, Kasia !- krzyczałem. Dobiegłem do miejsca, ona leżała na ziemi zalana krwią. Nie wiedziałem co mam robić, myślałem, ze nie żyje, nie zniósł bym tego, umarłbym z tęsknoty. Po chwili przyjechało pogotowie. A ja siedziałem przy niej i tuliłem ją do siebie.
- Niech pan się odsunie-mówił jeden z sanitariuszy
- Nie, nie zostawię jej- odpowiedziałem mało słyszalnym głosem.
- Proszę pana, może pan jechać z nami, ale niech teraz pan się odsunie- powiedział
- dobrze - odsunęłem się. Sanitariusze położyli ją na noszach i zanieśli do karetki. Wsiadłem za nimi i po 15 minutach byliśmy na miejscu. Szybko pojechali na sale obserwacyjną, zrobić jej prześwietlenie.
Mijały godziny i nikt nic nie wiedział. Wyszedł lekarz, od razu do niego podbiegłem
- Co z nią ? -powiedziałem błagalnym głosem
- Jest w śpiączce, miejmy nadzieje, że się obudzi- powiedziała
- Miejmy nadzieje ?- wkurwiłem się i to nieźle
- Niestety - powiedział i odszedł. Ja nie wiem co bym zrobił gdyby ją mi zabrali.
*Miesiąc później
Ubrałem się szybko i pojechałem do szpitala gdzie leżała Kasia. Ta czynność była moją rutyną od jakiegoś miesiąca. Ona się nie budziła, ale ja nadal wierzyłem, że się obudzi i będziemy szczęśliwi.
Pod szpitalem poprawiłem ciuchy, od tamtej pory nie dawałem żadnych koncertów. Wszedłem na jej salę, a ona leżała taka bezbronna.
- Hej skarbie, już jestem- powiedziałem i pocałowałem ją w policzek. Usiadłem na krześle obok łóżka i gadałem do niej
- Wiesz, że się obudzisz i już wtedy będziemy szczęśliwi. Będzie już tak zawsze- uśmiechnąłem się mimowolnie. Ojca i jej matki znać nie chciałem, bo to wszystko przez nich, co prawda już się nie spotykają, ale to robili. To też moja wina nie powinienem jej zabierać tam obwiniałem się i wtedy poczułem, ze je ręka sie poruszyła i powoli zaczęła otwierać oczy. Popłakałem się po miesiącu się obudziła. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Te łzy to były szczęścia.
- Gdzie ja jestem ? - spytała
- W szpitalu skarbie, miałaś wypadek, ale teraz już będzie wszystko dobrze.- powiedziałem szczęśliwy
- Kim ty jesteś?- powiedziała zszokowana.
- Nie pamiętasz mnie- łzy szczęścia zamieniły się w łzy rozpaczy. Pokiwała tylko przecząco głową. Już nic nie chciałem wiedzieć, po prostu wstałam i opuściłem sale.........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz