Jutro lot mam na południe, więc dzisiaj ….
------
..postanowiłam, że się zabawie. Zadzwoniłam po Emily. Nie wiem czy wam o niej mówiłam? chyba nie. Więc z Emily zakolegowałam się w szkole. Jakoś nie było okazji, żeby wam o tym powiedzieć.
- Hej, laska- powiedziałam uradowana.
- No hej Kasia- odpowiedziała
- idziemy dzisiaj na imprezę !- to brzmiało bardziej jak rozkaz niż jak pytanie. No ale cóż.
- Spoko. O której?- powiedziała zadowolona.
- O 20.00 bd u ciebie.- odpowiedziałam i cieszyłam się =, że nie muszę iść sama.
- Spoko, ja lecę się szykować. Pa - powiedziała i rozłączyła się szybciej, niż miałam powiedzieć "pa". Chyba się musiała bardzo cieszyć. Nie dziwie jej się. Mimo tego jak Justin mnie potraktował nie miałam zamiaru płakać i nie wychodzić z domu. Raz się żyje nie ?. Właśniee...
Uszykowałam się gdzieś po godzinie, więc miałam jeszcze pół godziny do odjazdu. Spojrzałam się jeszcze tylko raz w lustrze i uznałam, że wyglądam bosko. Sorry za samochwałę. Wzięłam jeszcze moją małą, czarną torebkę, do której włożyłam : szczotkę, telefon i najpotrzebniejsze rzeczy. Zbiegłam na dół po schodach, co nie było łatwe na 13 centymetrowych szpilkach. Żeby być piękna trzeba cierpieć. Powiedziałam sobie w myślach i kąciki moich ust powędrowały ku górze. Weszłam do salonu, w którym zastałam rodziców.
- Hejka, idę na imprezę, wrócę nad ranem.- powiedziałam
- Dobrze, ale uważaj na siebie- odparła moja mam z uśmiecham malowanym na ustach- i baw się dobrze- dodała.
- Ok, i będę na siebie uważać - odparłam i rzuciłam krótkie "pa" po czym udałam się do garażu, po moje czarne BMW. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę domu Emily. Po 15 minutach byłam już na miejscu. Puściłam jej sygnał żeby już wyszła. Po 2 minutach wyszła uśmiechnięta od ucha do ucha. Wyglądała bardzo ładnie.
- Hejka- rzuciła kiedy znalazła się w samochodzie.
- No heeeeej- przeciągnęłam zadowolona "e"- więc jak gotowa trochę poszaleć?- spytałam unosząc brwi do góry.
- Jak najbardziej- powiedziała i uśmiechnęła się. Po 15 minutach byłyśmy na imprezie. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Klub do którego przyjechałyśmy nazywał się "Siedem minut w niebie" . Skąd ta nazwa ? Stąd, że gra się tam w butelkę i na kogo wypadnie, ten z wybraną osobą idzie na siedem minut do schowka. ;) hahah
- No to wkraczamy do akcji - uśmiechnęłam się. Nie było nikogo znajomego więc wypiłyśmy po parę drinków, tańczyłyśmy i poszłyśmy zagrać w butelkę. Wypadło na mnie i zawiązali mi oczy i wybranej osobie i zaprowadzili do schowka. Zdjęłam opaskę i ujrzałam.....
------------------------------------------
Podziękujcie hejterom, że nic nie dodawałam. Ale WRÓCIŁAM i zostaje. Więc czekajcie na następny rozdziała macie mojego twittera @Kasiaaa33
Czekam nn ! ♥
OdpowiedzUsuń